Mój szósty rok w Hogwarcie rozpoczął się.
Jak zawsze siadłam przy stole gryffonów z Anną, Hermioną, Harrym i Ronem. Spojrzałam na plan zajęć, który podała mi prof. McGonagall.
-Kto wymyśla te plany? - marudził Ron - Jak można wpaść na pomysł by dać Gryffonów ze Ślizgonami do jednego pomieszczenia. Ktoś ma nieźle porąbane w głowie.
-Ron, te plany są robione przez nauczycieli. - przypomniała Hermiona z poważną miną. Przewróciłam oczami, kiedy Ron przeszył Hermionę, wzrokiem. "Oni nawet w pierwszy dzień potrafią się kłócić" - pomyślałam.
-Nic nie chcę mówić ale mamy eliksiry ze Snapem za chwilkę i wolałabym się nie spóźnić. - odezwałam się kiedy Ron już chciał coś powiedzieć Hermionie. Cała czwórka zgodziła się ze mną i ruszyliśmy do lochów. Przed drzwiami stała już grupka uczniów, czekająca na nauczyciela. Stanęliśmy obok. Rozglądnęłam się po uczniach. Uśmiechem witałam się z ludźmi. Wtedy napotkałam zimne oczy Ślizgona. Draco Malfoy patrzył prosto na mnie z tym jego rozbawieniem na ustach.
Na szczęście lub nie, przyszedł Snape.
Nauczyciele nie dali nam spokoju. Powtarzali, że musimy się przygotowywać do testów a Snape dał już nam nawet zadanie.
-Co za stary nietoperz - westchnął Harry, kiedy wracałam z nim korytarzem.
-Ja już nie mam złudnych nadziei, że Snape nie zada nam zadania w pierwszy dzień. - chciałam ciągnąć dalej moją wypowiedź ale ktoś mi przerwał, wychodząc zza rogu.
-Patrzcie, patrzcie czyż to nie Wybraniec i nasz słodka Black. - zaszydził Malfoy a ja spojrzałam na niego wrogo.
-Zjeżdżaj Malfoy - odezwał się Harry.
-Bo co? - Malfoy zaśmiał się ze "swoimi znajomymi".
-Chodź Harry - szepnęłam i chwyciłam go za rękę, odciągając od Malfoya. Jednak Ślizgon nie dał za wygraną.
-Gdzie uciekacie gołąbeczki? Nie martw się Black, nie powiem McLaggenowi. - tego było za wiele. Miałam ochotę zedrzeć mu ten uśmieszek z twarzy. Wyciągnęłam różdżkę. Malfoy zrobił to samo.
-Drętwota! - krzyknęłam a Malfoy zablokował zaklęcie. Obserwowaliśmy bacznie przeciwnika.
-Rictusempra - tym razem Malfoy zaatakował a ja zgrabnie je zablokowałam. Uśmiechnęłam się złośliwie a on się skrzywił.
W pewnym momencie nasze różdżki wyleciały nam z dłoni. Patrzyliśmy na siebie w osłupieniu. Z cienia wyszła prof. McGonagall...
***
Witam na moim blogu. Jest to mój pierwszy blog i pierwszy raz udostępniam moje bazgroły. Piszę jak piszę dlatego proszę o wyrozumiałość a tak to życzę miłego czytania:D
No dzień dobry wieczór ;) Dziękuję, że założyłaś bloga ;* No w końcu się udało ;) Notka iście zajebista. Z małymi błędami, ale każdemu się może zdarzyć :D Mam nadzieję, że kolejna za niedługo ;)
OdpowiedzUsuń