-Ok... - powiedziałam jakby do niego. Wygramoliłam się i poszłam się umyć. Chwilę stałam przed szafą. Jak dobrze, że było ciepło i mogłam wychodzić letnie ubrania. Przeszłam przez pokój wspólny. Zdziwiło mnie, że nikogo tam nie ma. Czyżbym wstała za późno? Na korytarzach nie spotkałam żadnego Gryffona. Dziwne...
Weszłam do Wielkiej sali i w momencie chciałam się wycofać. Gdy tylko przekroczyłam próg, wszyscy Gryffoni wstali i z uśmiechami na twarzy, krzyknęli:
-Wszystkiego najlepszego! - moja mina była pewnie zabójcza. Mieszanina zdezorientowania i zaskoczenia. Z uśmiechem przeszłam na swoje miejsce. Poszczególne osoby, życzyły mi najlepszego. Kiwałam głową i się uśmiechałam. Gdy tylko znalazłam się obok Anny, szepnęłam do niej.
-Co to ma znaczyć? - moja przyjaciółka, jakby tego nie usłyszała, rzuciła mi się na szyję.
-Wszystkiego najlepszego, Lil. - uściskałam ją.
-Nie wymiguj się. - Anna była przeszczęsliwa, że zdołała mnie tak zaskoczyć.
-Wieczór masz zajęty, pamiętaj. Robimy wielką imprezę w Pokoju Wspólnym. - uśmiechnęła się promiennie. - Fred i George wszystko załatwią.
-Anna... uduszę cię kiedyś...
-Oj jeszcze mi podziękujesz. - i nie zwracając już na mnie uwagi zaczęła rozmawiać z George'em o tym co ma się pojawić na imprezie. Wniosłam tylko oczy ku niebu. Jak Anna coś postanowi to nic ją nie przekona, żeby zmieniła plany.
Przez cały dzień, wszyscy składali mi życzenia. Na śniadaniu dowiedziała się cała szkoła, o moich urodzinach, więc to było oczywiste. Uśmiechałam się, dziękując ładnie. Szłam właśnie do biblioteki, gdy ktoś pociągnął mnie za rękę w ciemny korytarz.
-Wszystkiego najlepszego. - szepnął mi do ucha Cormac.
-Dziękuję - odszepnęłam a on wręczył mi różyczkę, po czym pocałował mnie.
-Widzimy się na imprezie? - spytał. Kiwnęłam głową. - Oj będzie fajnie.
-Ok, ok. Nie martw się nie ucieknę.
-To widzimy się wieczorem. - Gdy Cormac odszedł, doszłam w końcu do biblioteki. Potrzebowałam podręcznika na eliksiry. Tak przynajmniej powiedział Snape. W bibliotece było trochę uczniów, więc musiały się trafić osoby, które nie złożyły mi jeszcze życzeń. Prawie odetchnęłam z ulgą, gdy już nikt do mnie nie podszedł. Przeszłam do regału z księgami do eliksirów. Przeszukiwałam książki ale nie mogłam znaleźć tej, którą kazał przynieść Snape. Szukałam na górnych półkach a później na dolnych i nic. "Musi gdzieś tu być. Snape mówił, że one są w zielonych okładkach... zielonych okładkach..." Wtedy ją zobaczyłam. Sięgnęłam i już dotykałam szorstkiej oprawy, gdy ktoś chwycił górną część książki. Podniosłam głowę i nad sobą zobaczyłam Malfoya.
-Potrzebuję tą książkę. - odezwałam się
-Ja też. - wstałam z kucek, nie puszczając książki.
-Malfoy, byłam pierwsza, znajdź sobie drugą.
-Nie ma drugiej. Ta jest ostatnia.
-To przykro mi ale masz problem. - brwi Ślizgona powędrowały do góry.
-Black, nie prowokuj mnie tylko puść książkę. Nie będę się z tobą szarpać.
-Ani mi się śni. - odpowiedziałam a wtedy Malfoy się uśmiechnął lekko i ku mojemu zdumieniu, puścił książkę. Po czym sięgnął po inną, półkę wyżej.
-Snape mówił, żeby nie pomylić jej z Magiczną Botaniką. - spojrzałam na książkę. Była to Magiczna Botanika. Podniosłam wzrok. On już poszedł. Odłożyłam książkę i pobiegłam za nim. Kiedy go zobaczyłam był już na korytarzu.
-Malfoy! Stój! - on się nie zatrzymał, tylko rzucił przez ramię.
-Wygrałem. - pobiegłam za nim i wyprzedziłam, by stanąć przed nim.
-Malfoy! Ja tą książkę szukałam a ty zobaczyłeś, że sięgam po nią to też musiałeś. Wykorzystałeś mnie.
-Nic mylnego. Wiedziałem gdzie ją znajdę. Widzisz Black. Nie jestem tylko lepszy w eliksirach. Czas się z tym pogodzić.
-Nie przeginaj.
-Podręcznik jest mój a tobie radziłbym poszukać kogoś kto go ma. - I z tym jego uśmiechem na ustach, poszedł. Założyłam ręce, zdenerwowana na niego. "Ciekawe gdzie ja teraz znajdę kogoś takiego jak już lekcje się zaczynają."
-Lekcje... o nie! - eliksiry! Zawróciłam do biblioteki po torbę i pobiegłam do lochów. Na szczęście udało mi się wejść zanim Snape rozpoczął lekcje.
-Masz podręcznik? - spytała Anna, gdy usiadłam. Pokręciłam głową.
-Ale to co my teraz zrobimy?
-Będziemy cicho siedzieć i nie rzucać się w oczy.
-Aha... - Anna nie była tym przekonana. Spojrzałam na Malfoya i zobaczyłam jak się uśmiecha ukradkiem. "Uduszę go kiedyś"
-Dzisiaj dobiorę was w pary - zaczął Snape - w których będziecie przeprowadzać badania na temat składników do trudnych eliksirów. W tych parach również będziecie siedzieć przez ten semestr. Radzę się do tego przyłożyć bo będzie z tego ocena semestralna. Pierwszy eliksir i jakie informacje powinna zawierać wasza praca, będą wypisane na tablicy. W parach będą bliźniaczki Patil razem, Potter i Weasley, Longbottom z Madows, Black i Malfoy...
-Co?
-Nie co tylko proszę jak już, Black.
-A nie mogę być z Hermioną lub z kimkolwiek innym...
-Nie. W końcu jak zauważyłem na korytarzu, ustaliliście kto będzie miał podręcznik. - Ten stary Nietoperz się ze mnie nabijał czy co?!
-To kara... - szepnęłam do Anny. Westchnęłam i z torba przeszłam na "stronę ślizgonów" na miejsce Blaisa.
-Witaj Black. - posłałam mu ironiczny uśmiech. I tak codziennie będę musiała siedzieć z tym aroganckim arystokratom?!!!
-A na przyszły tydzień przygotujecie razem - miałam wrażenie, że to "razem" było skierowane do mnie.
informacje i inne zastosowanie składników do eliksiru veritaserum.
-Prędzej umrę... - szepnęłam.
-A ja będę udawać, że śmierć mojej partnerki tak mną wstrząsnęła, że nie będę mógł robić tego zadania i Snape mi odpuści. Genialny plan. No Black, w końcu na coś się przydasz. - spojrzałam na niego jakby się urwał z choinki. Gdy wszyscy przepisali składniki z tablicy, Snape ogłosił koniec lekcji.
-Jutro o 17, nad jeziorem, przy starym dębie.
-Black, już mnie na randkę zapraszasz? Szybka jesteś. - przewróciłam oczami, powstrzymując się od komentarza.
-Masz być. - i wyszłam.
***
Długi dzień... długa notka, powinien być tytuł :P
Za każdym razem piszę coraz więcej. Moja Droga Nienormalna, rozkręcam się :D
Za każdym razem piszę coraz więcej. Moja Droga Nienormalna, rozkręcam się :D
No i brawo! Oby tak dalej :D
OdpowiedzUsuń