Malfoy nic nie powiedział.
-Idziemy do zamku? - spytałam, tak by nie czuć tej ciszy.
-Tak - odpowiedział - Zapewne ta roślina była wymysłem Snape'a.
Kiwnęłam głową, zgadzając się z nim. Podniosłam się ostrożnie. Spojrzałam na ręce. Były całe w zadrapaniach. Spodnie były zakrwawione a prawa nogawka była pocięta. Zobaczyłam prowizoryczny opatrunek na nodze. Malfoy jakby czytając mi w myślach, powiedział:
-Rozharatałaś nogę jak uciekaliśmy. Musiałem coś zrobić, bo wykrwawiłabyś się. - zerknęłam na niego. Ślizgon podniósł się i przetarł zmęczone oczy. Po czym wyszedł z namiotu. Chciałam pójść w jego ślady ale rana mi na to nie pozwoliła. Westchnęłam tylko. Zaraz jednak Malfoy wrócił i pomógł mi wyjść z namiotu. Zobaczyłam słońce, zbliżające się ku zachodowi. Czyżbym przespała cały dzień? Kiedy Malfoy usuwał ślady namiotu, coś przykuło moją uwagę. Między liśćmi coś błyszczało.
-Malfoy? - chłopak spojrzał na mnie - Czy to nie jest...
Zanim dokończyłam on już wiedział o co mi chodzi. Podszedł i odgarnął liście. Naszym oczom ukazał się kwiat, o który chodziło Snapa'owi. Ślizgon uśmiechnął się do mnie i ostrożnie urwał kwiat. Wyczarował słoiczek i do niego go umieścił. Im ciemniej było, płatki zaczynały jarzyć się na czerwono jak ogień. Oboje z zachwytem patrzyliśmy na to zjawisko.
-I pomyśleć, że już rano moglibyśmy być w naszych łóżkach. - powiedział mój towarzysz, zmniejszając słoiczek by włożyć go do kieszeni.
Droga powrotna szła nam mozolnie, przez moją nogę. W końcu Malfoy nie przyjął mojego protestu i wziął mnie na barana. Niemal nie usłyszałam jak mówi:
-Ale masz nikomu o tym nie mówić. - uśmiechnęłam się i wyczerpana umieściłam głowę na jego ramieniu.
Po raz drugi cieszyłam się, że to on był ze mną. W końcu doszliśmy do zamku. Było już przed 12. Malfoy zaniósł mnie prosto do skrzydła szpitalnego. Pani Pomfrej zajęła się od razu moimi ranami. Chciała pomóc też wykończonemu Ślizgonowi ale on stanowczo powiedział, że nic mu nie jest.
-Jutro masz wolne, musisz wydobrzeć. Wieczorem przy kolacji damy Snapowi roślinę. - zgodziłam się w milczeniu. Po tym Malfoy poszedł. Ja jeszcze przez chwilę patrzyłam na zamknięte drzwi. Dzięki eliksirom, które zaserwowała mi pielęgniarka, zasnęłam.
Rano obudziły mnie głosy.
-Ale coś jej jest? Wyjdzie z tego? Kiedy mogę ją zobaczyć? Kiedy się obudzi? - słyszałam zrozpaczony głos mojej przyjaciółki. Uśmiechnęłam się lekko i powoli podniosłam się. Anna to zobaczyła i zaraz wyminęła panią Pomfrej, która chciała ją zatrzymać.
-Lilka! Co on ci zrobił? Wyglądasz jak trup! - moja kochana przyjaciółka machała rękami na wszystkie strony, mówiąc co zrobi Snapowi, Malfoyowi i coś jeszcze ale nie wsłuchiwałam się specjalnie. Wspomnienia z ostatniej nocy zalały moje myśli.
-Ann... nic mi nie jest. Tylko jestem trochę wykończona. - powiedziałam, uspokajając ją.
-A gdzie Malfoy? Zostawił cię w lesie?! - spojrzałam na nią wymownie, jak zawsze kiedy zaczyna wymyślać niestworzone historie.
-Która godzina? - spytałam, odciągając ją od tematu Malfoya.
-Już pora obiadu. Zapewne zaraz przyjdzie tu Harry. - spojrzałam na krzątającą się pani Pomfrej, gdy napotkała mój wzrok, powiedziała, jakby czytała mi w myślach.
-Puszczę cię przed kolacją. - Anna zrobiła do mnie minę. Zaśmiałam się.
-Później ci wszystko opowiem. - zgodziła się i wyszła na lekcje.
Przed kolacją pani Pomfrej mnie wypuściła. Zdążyłam wziąć kąpiel i ubrać się w czyste ubrania. Przeraziło mnie odbicie w lustrze. Byłam całkowicie blada i gdzieniegdzie miałam zadrapania. Rana na nodze, dzięki eliksirom, zagoiła się, ale jeszcze mnie pobolewała. Wszyscy się już schodzili na kolację. Siadłam jak zwykle przy stole Gryffindoru. Gdy uczniowie siedzieli już na swoich miejscach, wstałam ku zdziwieniu innych. Tak samo zrobił Malfoy. Oboje, jak równy z równym podeszliśmy do stołu nauczycielskiego. Czułam na sobie liczne spojrzenia. Ślizgon położył przed Snape'm słoiczek z iskrzącym się kwiatem.
-Szlaban zakończony. - powiedziałam a Snape patrzył na nas oniemiały. On naprawdę nie liczył na to, że go znajdziemy. I tak Ślizgon i Gryffonka skończyli rozejm. Czas wrócić do swoich zajęć i zapomnieć co się stało tej nocy. Oboje to wiedzieliśmy...
No... Ładnie ;)Rozejm skończony... no szkoda... Nazwisko pielęgniarki troszkę przekręciłaś-Pomfrey nie "j" ;)
OdpowiedzUsuńhm... ja po prostu spolszczyłam jej nazwisko:P
OdpowiedzUsuńNo niby tak... Wiesz, że ja się czepiam ;p
OdpowiedzUsuńSpox:D
OdpowiedzUsuń