Z tego co się orientowałam było już po 23.00. Razem z Anną, chichotałyśmy przy jednym ze stolików. A to wszystko przez zaopatrzenie Freda i George. Nie wiem skąd oni wzięli tyle ognistej whisky. Ale czy to ważne? Wszyscy dobrze się bawili. Rozglądnęłam się po sali. Anna miała dobry pomysł z Pokojem Życzeń. Sala dostosowała się idealnie pod naszą imprezę. Nagle z tłumu tańczących osób, wyszedł Fred i się przysiadł do nas.
-Widzisz Anna, Lilka tak mówi, że nie lubi imprez a później świetnie się bawi. - powiedział i wypił mi drinka.
-Ja nie mówiłam, że nie lubię tylko to się zawsze źle dla mnie kończy. - Fred pokiwał głową, mówiąc bezgłośnie "Jasne, jasne" - I nie wypijaj mi drinka. On tylko zrobił niewinną minę.
-Chodź do tańca, zanim przyjdzie Cormac i odbierze mi szansę na taniec z tobą. - zgodziłam się a w głowie zaświtała mi myśl: "Właśnie, gdzie on jest?"
Kiedy weszliśmy na parkiet, "nasz szkolny didżej" puścił wolną piosenkę. Kiedy znaleźliśmy się parę centymetrów od siebie, Fred spytał.
-Dlaczego właściwie chodzisz z Cormaciem? Mogłabyś mieć każdego a wybrałaś takiego...
-Fred, nie zapędzaj się tak i odstaw już dzisiaj ognistą whisky.
-Dobrze wiesz, że przy tobie mówię to co myślę. i uważam, że on nie jest dla ciebie. W ogóle się nie nadaje.
-Tak? To kto według ciebie się nadaje? - spojrzał na mnie, nie odpowiadając od razu.
-Ktoś kto wie, że często marzniesz, że twoim lekarstwem na wszystko jest czekolada. Ktoś kto wie, że jak mówisz, że ma cię zostawić w spokoju to ma z tobą zostać. Ktoś kto słucha cię nawet wtedy, kiedy nie chcesz mówić. A gdy wprowadzasz w życie swoje zwariowane pomysły, wspiera cię... - w mojej głowie pojawiła się pustka. Nie wiedziałam co myśleć a co dopiero odpowiedzieć. Nikt tego nie wiedział, tak dobrze jak on. Widział zawsze kiedy marznę i szukał mi czegoś ciepłego. Gdy miałam zły dzień, wyczarowywał mi czekoladkę. Nigdy nie chciał mi powiedzieć skąd je bierze. To on uparcie zostawał, nawet jak mówiłam, żeby poszedł. I czekał aż nabiorę chęci, by mu powiedzieć, co jest grane. Oraz pomagał mi realizować nawet te szalone pomysły jak np atak na śmierciożerców w zeszłym roku. Dlaczego on mi to powiedział?
-Lilka? Nie odpływaj tak myślami. - spojrzałam na niego, jakbym dopiero teraz go zobaczyła.
-Oj Lili, Lili, nie wyobrażaj sobie nie wiadomo co. - uśmiechnął się, jakby przyłapał mnie na przemycaniu soku dyniowego z kuchni. Piosenka się skończyła i Fred odprowadził mnie do stolika, przy którym Anna i Harry rozmawiali. Zanim zdążyłam usiąść, Anna już mnie pociągnęła w stronę wyjścia.
-Lilka, musimy pogadać. - Wyszłyśmy z Pokoju Życzeń i poszłyśmy do łazienki. Anna spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
-Wiesz gdzie jest Cormac? - spytała.
-Nie.
-Tym lepiej... - powiedziała do swojego odbicia a zaraz potem zobaczyłam w jej oczach, że pożałowała, że to powiedziała.
-Co jest grane? Pierwsze Fred mówił o nim, teraz ty coś wiesz na jego temat ale nie chcesz powiedzieć. - odwróciła się.
-Nic, nic tylko byłam ciekawa, gdzie się podziewa.
-A do czego był tekst "tym lepiej"?
-To... tak sobie mówię. - uśmiechnęła się niewinnie. Widziałam po jej minie, że nic z niej nie wyciągnę.
-ok, ja pójdę się przewietrzyć i zaraz wrócę.
-To pójdę z tobą.
-Nie, nie trzeba. Ja zaraz wrócę. - przyjaciółka się zgodziła a ja poszłam sprawdzić gdzie jest Cormac. Cichutko przeszłam przez siódme piętro, choć raczej było niemożliwe spotkać tu nauczyciela. Kiedy przechodziłam obok schodów, coś mnie podkusiło by wejść na wieżę. Nagle na swojej drodze spotkałam szepczącą do siebie parę. Chciałam się wycofać, gdy dostrzegłam, że chłopak, który teraz czule odgarniał włosy dziewczynie to...
-Cormac? - chłopak odskoczył jak oparzony od Puchonki, jak teraz zauważyłam. Minęło parę sekund aż się otrząsnęłam z szoku. On chciał coś powiedzieć ale ja nie chciałam go słuchać. Pobiegłam przed siebie...
Łiiiiiiii!!! kolejny rozdział ;D
OdpowiedzUsuńhihi :D
OdpowiedzUsuń